Czy Penelope Cruz może zaciągać po krakowsku?

Czy Penelope Cruz może zaciągać po krakowsku?

 Czy Penelope Cruz może zaciągać po krakowsku? Kupujemy to, bo akcja Volver tak nas wciągnęła, że nic nam nie zgrzyta gdy słuchamy najbardziej rozpoznawalnej hiszpańskiej gwiazdy kina mówiącej z akcentem rodem z Krowodrzy?
Czy doszło tu do nadużycia czy wszystko jest w porządku? Czy tłumacze napisów do filmu, bo o nich tu mowa, mają prawo coś tu dopisać żeby historia stała się bardziej wiarygodna dla – powiedzmy polskiego odbiorcy? Czy też powinni ściśle trzymać się oryginału i unikać wszelkiej nadinterpretacji? I voilá! Odwieczny dylemat wszystkich tłumaczy! Dyskusja gotowa, bo specjaliści spierają się co do tego od zawsze i mają skrajnie różne opinie. Są słowa, frazy i pojęcia immanentne dla danej rzeczywistości językowej, nieprzetłumaczalne i niemożliwe do przeniesienia do innego języka, wrośnięte w obyczajowość posługującej się nim społeczności. Hiszpańskie popularne wyrażenie “ślinić się na widok dziecka”, przetłumaczone dosłownie na język polski, brzmi co najmniej dwuznacznie. Codzoziemcowi nieobeznanemu z hiszpańskim folklorem, ciężko będzie wyłapać cały wachlarz znaczeń kryjących się za takimi sformułowaniami jak “pescaito frito”, “mi arma”, “tener mucho arte” i nie od razu zrozumie też dlaczego gotowanie ryżu jest ulubionym sportem mieszkańców Walencji. Tłumaczenie dosłowne nic mu nie powie, trzeba będzie zatem dodać że Albufera, że paella, że to też naczynie, że ryż musi być okrągły itd… Albo natręci językowi, słowa stereotypy, takie jak hiszpańskie olé, czyli “takie typowe hiszpańskie słowo kojarzące się z corridą” dla człowieka nieznającego hiszpańskiego, które choć dziś nadal w ciągłym użyciu, żadko kiedy ma jakikolwiek związek z bykami…
Jakkolwiek by nie było, tłumaczenie, nawet bardzo dobre, nigdy w pełni nie oddaje złożoności znaczeń oryginału. I choć bywa i tak, że tłumaczenie przewyższa tekst oryginalny – zawsze ku chwale autora a nigdy tłumacza, który jest przecież tylko cieniem i się na to godzi, tłumaczy zwykło nazywać się zdrajcami. Po włosku ukuto nawet złośliwy i mało zabawny termin Traduttore traditore, którym zwykło się niesprawiedliwie i zwykle niezasłużenie określać tą dziwną, barwną grupę ludzi, lubiących zagadki językowe i chętnie pozostających w cieniu.

Podziel się:
Kategorie: